wtorek, 8 grudnia 2009

Biurowo choć nie-urzędowo

Herbaciarka? Niekoniecznie! Pudełko równie dobrze może przechować ozdobne mydełka w łazience, jak i spinacze czy zszywki na biurku.

Listowik/segregator - mam jeszcze drugi taki z falą do dołu i paskami na środkowej przegródce. Jeszcze w lakierowaniu.


Przybornik na to, co zawsze powinno być pod ręką.

Naszło mnie na zrobienie kilku rzeczy, które spokojnie mogą stanąć w każdym domowym lub firmowym gabinecie czy biurze. Zupełnie inna tonacja kolorystyczna niż zwykle, ale czasem trzeba odpocząć od nadmiaru kolorów, błyszczących brokatów i "skrzącego śniegu". Znajdziecie je w geleriafiufiu.pl , do której na dniach dołączyłam. Żartuję sobie, że interes się rozwija, chociaż moje wyniki sprzedaży nie są imponujące, ale przecież nie biorę udziału w żadnych rankingach. Bardziej chodzi o to, żeby pozbyć się tych wszystkich rzeczy, które zmagazynowałam w domu i zrobić miejsce na nowe, bo inwencja twórcza od jakiegoś czasu mnie wręcz rozsadza. Ile przyjemności daje takie "dłubanie" wiecie przecież najlepiej.
Jeszcze tak niedawno biuro z przyległościami (na których odbywały się większe imprezy) było prawie całym moim życiem. Jakże odległe to się wydaje... prowadzę teraz zupełnie inne życie. Spokojne, nieśpieszne, nudne i bardzo proste. Niewielkie zakupy, sporadyczne wyjścia z domu - jak dziś, żeby załatwić to i owo w podatkach. Jaka szkoda, że niektórzy nie potrafią zrozumieć, jak wartościowe jest proste życie i że wartość człowieka nie zależy od tego jaki tytuł ma przed nazwiskiem, choćby to nawet było "dyr", "prez" czy jakoś tak... Czymże są tytuły? Tylko literami, ale niektórym to imponuje. Dla mnie najmądrzejszą na świecie osobą jest Babcia, która skończyła ledwie sześć klas szkoły podstawowej.
Od kiedy "dyr" nie wyprzedza już mojego nazwiska, kilka osób przestało poznawać mnie na ulicy, niektóre - wcześniej kłaniające się w pas - zapomniały jak wymawia się "dzień dobry". Nie martwi mnie to. Świadczy nie o mnie, ale tylko i wyłącznie o nich. Kiedy wrócę do zawodu jak przyjdzie im się zachować? Wiem jedno - kiedy człowiek jest nikim, łatwiej dostrzega prawdę o ludziach i o sobie samym, może spojrzeć na siebie z innej perspektywy i co pocieszające - pozbywa się z otoczenia tych, którzy gotowi są na wszystko - włącznie z udawaniem uczuć, byle tylko uzyskać materialne korzyści. Na szczęście takich "wielbicieli" wyczuwam na kilometr i szybko wykreślam ze swojej książki telefonicznej. Najgorsze, że ja wiem o tym, że nie jestem ani cudowna ani śliczna ani fantastyczna. Jestem zwyczajna. Wszelkie fałszywe komplementy ranią tylko boleśnie, bo przypominają jak jest naprawdę.
Przyznam, że kiedy wybuchła afera posłanki, która dała się omotać (przysłowiowemu już ) agentowi Tomkowi, w pewnym sensie byłam w stanie ją zrozumieć i choć trochę zidentyfikować się z jej bólem oszukania. Na szczęście nie jestem posłanką i mam bardzo realistyczny stosunek do siebie. Zawsze jednak znajdą się też tacy, którzy za cel przewodni uznają utarcie mi nosa. Ot tak, dla samej idei tarcia.
Przeżyłam ostatnio bardzo przykrą sytuację i po tym wstępie chyba gotowa jestem ją opisać. Moje dzieci chodzą do przedszkola i szkoły, znajdujących się w jednym budynku. Po raz pierwszy Duży i Mały występowali razem podczas dorocznej Barbórki. Koniecznie chciałam to zobaczyć. Tymczasem jedna z nauczycielek oddała Dużemu pieniądze, które wpłaciliśmy na składkę i nie pozwoliła uczestniczyć mi w akademii, tłumacząc to tym, że nie pracuję w górnictwie i że nie będzie tam żadnych kobiet. Po fakcie okazało się, że były nie tylko inne matki, kobiety, ale też rolnicy i osoby zupełnie z górnictwem niezwiązane. W sumie nie zrobiłam z tego sprawy, chociaż było mi naprawdę przykro. Jednak pierwszy raz po latach odczułam jak to jest mieszkać w małej miejscowości. Okazuje się, że rodzice innych dzieci nie tylko już o tym wiedzą, ale są wręcz oburzeni dzieleniem ludzi na lepszych i gorszych.
Tak to już jest... świat należy do tych, którzy piastują tytuły, prawda tylko do tych, którzy ich nie mają.

8 komentarzy:

  1. Piękne przedmioty. Jak na PaniąB -rzekłabym - surowe.
    Tęsknię za życiem, które obecnie wiedziesz i wiem, że czułabym się naprawdę szczęśliwa. Myślę, że takie wybory trudno pojąć ludziom, dla których praca i pozycja w niej są całym światem, którzy nie wiedzą, co ze sobą zrobić poza nią. Dla nich chyba bycie sam na sam lub z wąskim gronem najbliższych to samotność nie do zniesienia i po prostu "nie-życie". Pozdrawiam i podziwiam za odwagę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podobają mi się te "biurowe" pomocniki, powiedziałabym tez,że w odniesieniu do Twoich innych prac są takie minimalistyczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak... życie w małych miejscowościach nie jest łatwe. Trzymaj się cieplutko i nie daj się prostakom! Piękne rzeczy zrobiłaś :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny listownik i świetna herbaciarka:)

    OdpowiedzUsuń
  5. trudno przejść obojętnie obok takiej herbaciarki i listownika

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście... minimalizm zdarza mi się rzadko, a już tonacja totalnie monochromatyczna to ewenement, ale takie właśnie przedmioty chcę widzieć u siebie w domu. To trochę odreagowanie, a trochę obawa przed przeładowaniem ozdobnymi elementami wyposażenia. Tak łatwo przesadzić! Wtedy wystrój zamiast odprężać męczy i stresuje.
    Co do małych miejscowości... chyba trochę się nie zgodzę. Ta, w której mieszkam, jest wyjątkowo przyjazna. Zazwyczaj spotykam się z wyrazami życzliwości i pomocą ze strony sąsiadów. Tak było od chwili, kiedy pojawiliśmy się tutaj, a byliśmy przecież dla nich zupełnie obcy. Ludzie są różni, wszędzie się trafia ktoś, kto Cię nie lubi "za twarz". Powiedziałabym nawet, że w miastach zdarza się to częściej niż na wsi. Większa bezosobowość i anonimowość zdecydowanie sprzyja aspołecznym zachowaniom.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo chetnie czytam Twoje "przemyslenia", lubie ludzi, ktorzy obserwuja siebie i innych, ktorzy wyciagaja wnioski, ktorzy wlasnie przez takie postepowanie szybko sie ucza.
    Sama pochodze ze wsi, za ktora cale zycie (odkad ja opuscilam) tesknie i mam nadzieje przynajmniej na stare lata tam wrocic.
    A "wyscig szczurow" zupelnie mnie nie interesuje.
    Jestem pewna ze zaden pan Dyr. czy inny (z tytulem) nie jest w stanie zyc tak prawdziwie, do konca. A proste zycie to kwintesencja naszego bycia. "Nic nie musiec, to najwieksza wolnosc i luksus jaka posiada czlowiek".
    Pozdrawiam Cie serdecznie, a prace to po prostu fantazja, kocham piekne rzeczy wlasnie za ich prostote :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaintrygował mnie ten post. Identyfikuję się z opisana sytuacją i środowiskiem. Rozumiem i duchowo wspieram.

    OdpowiedzUsuń