

Zasady candy u Jednoskrzydłej znajdziecie tutaj
Zwykle nie angażuję się w żadne zabawy. Nie chciałabym w takich sytuacjach nikogo pominąć. Dlatego "towarzystwa wzajemnej adoracji" (jak nazwał to ktoś na innym blogu) zupełnie mnie nie interesują, chociaż uważam je (generalnie) za potrzebne i miłe. Z Anią sprawa ma się zupełnie inaczej. Już w kwietniu dostałam od niej "serduszko przyjaźni", co niezwykle mnie wzruszyło.
Z Anią jest...inaczej...
I chociaż serduszko przyjaźni mogłabym podarować bardzo wielu osobom na różnych forach, a w szczególności tym, których okienka można znaleźć na moim blogu, to moja znajomość z Jednoskrzydłą zawsze będzie wyjątkowa.
Od samego początku (jeszcze na forum "gazetowym") jej twórczość niezwykle mnie inspirowała. Lubiłam prace Jadwiszki, Pepe, Lorki, Gohat, Asket itd., ale prace Ani przemawiały do mnie jakimś specyficznym językiem, pełnym kodów i znaczeń, nie dla wszystkich dostrzegalnym. Pamiętam szczególnie dwie rzeczy: herbaciarkę z cytrynami i pudełko w biedronki. Precyzja wykonania i jeszcze to "coś", co towarzyszyło tym pracom sprawiały, że miałam je stale na pulpicie komputera. Potem dowiedziałam się od autorki jak traumatyczne przeżycia towarzyszyły powstawaniu mojej ulubionej herbaciarki... Nie wiem jak, nie wiem w jaki sposób, ale zaczęłyśmy rozmawiać. Ona - mistrzyni i ja - taka sobie rzemieślniczka. Okazało się, że mamy wspólne poglądy na życie, że w tym samym czasie towarzyszą nam te same "fazy" i np. rzucamy się bez opamiętania na ten sam kolor. W tej chwili są to błękity. Mój dom będzie miał w sobie dużo błękitów. I tych szarawych i tych ulubionych - kobaltowych.
Ania błękit umieszcza już od dłuższego czasu we wszystkim, ale jej pojmowanie koloru różni się trochę od mojego. Woli błękit hawajskiej fali od bawarskiego kobaltu porcelany. To jedna z niewielu różnic między nami. Zresztą niewielkich. Teraz razem zmieniamy pracę - zupełnie nic o tym nie wiedząc, podjęłyśmy podobne życiowe decyzje. Tak właśnie jest z Anią i ze mną - możemy się porozumiewać praktycznie bez słów (chociaż i one są potrzebne). Wystarczą nasze prace.
Miałam przyjemność dotykać ich kiedyś podczas Jarmarku Rzeczy Ładnych w Domu Kultury Chorzów "Batory". Naprawdę niezwykłe to uczucie mieć w rękach coś tak dopracowanego i delikatnego, a jednocześnie tak solidnego zarazem. Trzeba Wam wiedzieć, że Jednoskrzydła ostatnie szlify nadaje rzeczom przy pomocy wosku pszczelego. Takie miękkie, pachnące, wypolerowane, wydają się przejmować fakturę z aksamitu. Błękitne hortensje, kropki i tak charakterystyczne dla jej twórczości zawijasy dopełniają wyrafinowanej całości... marzenie każdej toaletki...
Taka też jest Ania: delikatna i bardzo silna zarazem. Mniejsza z tym, że chodzi o candy! I bez "cukierków" ma moje serduszko przyjaźni. Co więcej - ja mam jej! I bardzo się z tego cieszę, bo pojawiła się w moim życiu w odpowiednim miejscu i czasie, kiedy jakoś tam w sobie dojrzewałam artystycznie i zyskiwałam świadomość samej siebie. Mamy odmienny styl, ale tego co nasze nikt nam nie zabierze.
Dziękuję Aniu! Sama w sobie jesteś dla mnie prezentem.
Zwykle nie angażuję się w żadne zabawy. Nie chciałabym w takich sytuacjach nikogo pominąć. Dlatego "towarzystwa wzajemnej adoracji" (jak nazwał to ktoś na innym blogu) zupełnie mnie nie interesują, chociaż uważam je (generalnie) za potrzebne i miłe. Z Anią sprawa ma się zupełnie inaczej. Już w kwietniu dostałam od niej "serduszko przyjaźni", co niezwykle mnie wzruszyło.
Z Anią jest...inaczej...
I chociaż serduszko przyjaźni mogłabym podarować bardzo wielu osobom na różnych forach, a w szczególności tym, których okienka można znaleźć na moim blogu, to moja znajomość z Jednoskrzydłą zawsze będzie wyjątkowa.
Od samego początku (jeszcze na forum "gazetowym") jej twórczość niezwykle mnie inspirowała. Lubiłam prace Jadwiszki, Pepe, Lorki, Gohat, Asket itd., ale prace Ani przemawiały do mnie jakimś specyficznym językiem, pełnym kodów i znaczeń, nie dla wszystkich dostrzegalnym. Pamiętam szczególnie dwie rzeczy: herbaciarkę z cytrynami i pudełko w biedronki. Precyzja wykonania i jeszcze to "coś", co towarzyszyło tym pracom sprawiały, że miałam je stale na pulpicie komputera. Potem dowiedziałam się od autorki jak traumatyczne przeżycia towarzyszyły powstawaniu mojej ulubionej herbaciarki... Nie wiem jak, nie wiem w jaki sposób, ale zaczęłyśmy rozmawiać. Ona - mistrzyni i ja - taka sobie rzemieślniczka. Okazało się, że mamy wspólne poglądy na życie, że w tym samym czasie towarzyszą nam te same "fazy" i np. rzucamy się bez opamiętania na ten sam kolor. W tej chwili są to błękity. Mój dom będzie miał w sobie dużo błękitów. I tych szarawych i tych ulubionych - kobaltowych.
Ania błękit umieszcza już od dłuższego czasu we wszystkim, ale jej pojmowanie koloru różni się trochę od mojego. Woli błękit hawajskiej fali od bawarskiego kobaltu porcelany. To jedna z niewielu różnic między nami. Zresztą niewielkich. Teraz razem zmieniamy pracę - zupełnie nic o tym nie wiedząc, podjęłyśmy podobne życiowe decyzje. Tak właśnie jest z Anią i ze mną - możemy się porozumiewać praktycznie bez słów (chociaż i one są potrzebne). Wystarczą nasze prace.
Miałam przyjemność dotykać ich kiedyś podczas Jarmarku Rzeczy Ładnych w Domu Kultury Chorzów "Batory". Naprawdę niezwykłe to uczucie mieć w rękach coś tak dopracowanego i delikatnego, a jednocześnie tak solidnego zarazem. Trzeba Wam wiedzieć, że Jednoskrzydła ostatnie szlify nadaje rzeczom przy pomocy wosku pszczelego. Takie miękkie, pachnące, wypolerowane, wydają się przejmować fakturę z aksamitu. Błękitne hortensje, kropki i tak charakterystyczne dla jej twórczości zawijasy dopełniają wyrafinowanej całości... marzenie każdej toaletki...
Taka też jest Ania: delikatna i bardzo silna zarazem. Mniejsza z tym, że chodzi o candy! I bez "cukierków" ma moje serduszko przyjaźni. Co więcej - ja mam jej! I bardzo się z tego cieszę, bo pojawiła się w moim życiu w odpowiednim miejscu i czasie, kiedy jakoś tam w sobie dojrzewałam artystycznie i zyskiwałam świadomość samej siebie. Mamy odmienny styl, ale tego co nasze nikt nam nie zabierze.
Dziękuję Aniu! Sama w sobie jesteś dla mnie prezentem.
